Kolczate labradory- lenistwo czy głupota?

Kolczatka i jej przeznaczenie

Kolczatka to typ obroży wykonanej z metalu, o tępych zakończeniach w postaci drutów.
Prawidłowo dobrana kolczatka nie zwisa luźno na szyi, a jej końce nie wbijają się w skórę, a jedynie uwierają psa, powodując u niego lekki ból.
Źle stosowana kolczatka może prowadzić do wyrządzenia zwierzęciu krzywdy w postaci głębokich ran oraz do zwyrodnień kręgosłupa.
Kolczatkę możemy założyć ostrymi elementami do wewnątrz lub na zewnątrz.

kolczatka labrador

W pierwszym przypadku ma ona za zadanie spowodować ból, który będzie dla psa sygnałem kojarzonym z szarpnięciem smyczą.

W chwili szarpnięcia pies odczuwa dyskomfort, co docelowo ma prowadzić do unikania przez niego nieprzyjemnych doznań, poprzez prawidłowe podążanie obok przewodnika.
Kolczatka NIE służy do nauki chodzenia na luźnej smyczy.

Jest to narzędzie, które powinno być używane jedynie pod okiem doświadczonych behawiorystów.
Pierwsze kolczatki stosowane były do tresury psów policyjnych. Do dziś w wielu przypadkach osoby propagujące ich używanie to byli mundurowi lub osoby ściśle związane ze środowiskiem służb specjalnych.
Kolczatki używane były do psów silnych, agresywnych i niepodporządkowujących się właścicielowi.

kolczatka

Labradory w kolczatkach

Labradory prowadzane na kolczatkach to niestety przeważający widok w większości miast.

Drugą rasą ,u której najczęściej widujemy „kolce” to owczarki niemieckie.
Duża ilość właścicieli tłumaczy się masą zwierzęcia i niemożnością utrzymania swojego pupila na smyczy.
Wiele z nich kupiło kolczatkę pod wpływem namów doradcy w sklepie zoologicznym, po przeczytaniu for internetowych lub za poradą weterynarza czy behawiorysty.
Labradory to łagodne, chętnie uczące się psy. Popularność rasy powoduje jednak, że ludzie decydują się na szczenię, nie angażując się w jego wychowanie.
Bardzo duża ilość przewodników przyznaje się, że nie ma czasu na szkolenie, a kolczatka szybko rozwiązuje ich problem.
Inna część z uporem twierdzi, że próbowała już wszystkiego, a wciąż nie było efektów.

kolczatka labrador

Gdzie leży przyczyna problemu?

Przede wszystkim należy zacząć od przeanalizowania trybu życia psa.

Labrador to wymagająca rasa, która potrzebuje sporej ilości ruchu i stymulacji umysłowej. Jeśli go tego pozbawimy, pełen energii pies nie zareaguje na żadną wydawaną przez nas komendę.

Bardzo szybko okaże się, że nawet „działająca cuda” kolczatka szybko przestanie przynosić rezultaty, gdy tylko pies przyzwyczai się do bólu.
Drugim powodem jest brak cierpliwości przewodnika.
Zniechęcony niepowodzeniami bardzo szybko się poddaje, oczekując że zwierzę, u którego wyrobiony jest już nawyk ciągnięcia oduczy się zachowania w jeden dzień.
Tymczasem potrzebna jest konsekwencja i systematyczna praca, która gwarantuje osiągnięcie celu.
Brak szkolenia w okresie szczenięcym to kolejny powód bolączki wielu właścicieli.

Gdy pies jest mały łatwo nam nad nim zapanować, co zmienia się w miarę nabierania przez niego masy.

Czy kolczatka to dobre rozwiązanie?

Stosowanie tego typu obroży często wywołuje burzliwe dyskusje pomiędzy jej zwolennikami i przeciwnikami.
Przedstawiamy listę argumentów „przeciw” która może pomóc Wam podjąć decyzję co do słuszności używania tego narzędzia.

kolczatka labrador
Fakty przemawiające na niekorzyść kolczatki:

  • Nieprawidłowo używana może spowodować rany na szyi: od drobnych zadrapań po głębokie, trudno gojące się wgłebienia.
  • Może wywołać agresję do innych zwierząt bądź ludzi : pies uczy się poprzez skojarzenia, moment odczuwania przez niego bólu może zostać połączony z widokiem innego psa czy człowieka, skutecznie zniechęcając go do otaczającego świata.
  • Może zaburzyć relację z przewodnikiem i powstanie/pogłębienie lęków.
  • Pies bardzo szybko przyzwyczaja się do bólu i po początkowym dyskomforcie na nowo zaczyna ciągnąć.
  • Kolczatka zawieszona luźno na szyi bądź z kolcami na zewnątrz nie przynosi pożądanych efektów, używanie jej w ten sposób jest więc nieskuteczne i bezsensowne, a na dodatek grozi poranieniem innego psa.
  • Stosowanie kolczatki powinno się odbywać jedynie pod kątem doświadczonego behawiorysty, nie jest to narzędzie służące do stosowania na co dzień.
  • W wielu krajach- ( na przykład w Finlandii, Szwajcarii, Norwegii, Szwecji, Austrii, Nowej Zelandii) używanie kolczatki zostało zakazane i uznane za niehumanitarne.
  • Kolczatki i łańcuszki zaciskowe mogą wywoływać zespół chwiejności, zapalenie stawów odcinka szyjnego kręgosłupa oraz porażenie nerwu krtaniowego wstecznego u psów ( źródło: K.Overall ).
  • W Wielkiej Brytanii od 2000 roku, kiedy doszło do śmierci jednego z psów, (spowodowanej używaniem brutalnych metod) policja nie stosuje obroży elektrycznych i kolczatek.
  • Stosowanie metod awersyjnych powoduje zwiększoną agresję, lękliwość i utratę zaufania do właściciela.
  • Kolczatka ZADAJE ból, nie jest to narzędzie, które w magiczny sposób powoduje, że pies przestaje ciągnąć zaraz po jej założeniu.
  • Dużo lepsze efekty możemy osiągnąć poprzez regularne szkolenie oparte o metody pozytywne (z wykorzystaniem nagród).
  • Metal przyjmuje temperaturę otoczenia, w okresie zimowym lodowaty dotyk obroży może powodować duży dyskomfort, a nawet odmrożenia.
  • Negatywne efekty stosowania kolczatki jak lęk czy agresja wymagają dużo więcej zaangażowania ze strony przewodnika w celu ich zniwelowania, niż nauka prawidłowego chodzenia na smyczy.
  • Połączenie kolczatki i automatycznej smyczy typu flexi, może prowadzić do poważnych ran u psa. Nagle zablokowana smycz powoduje wyrzucenie psa do tyłu, co w przypadku kolczatki prowadzi do głębokiego wbicia się kolców w skórę. Rozpędzony pies na flexi (której długość często przekracza 5m) może sam zrobić sobie krzywdę, gdy niespodziewanie skończy się długość smyczy.Takie połączenie całkowicie pozbawia nas kontroli nad psem i nie uczy niczego, a grozi jedynie nieszczęśliwym wypadkiem.

szelki kolczatka

Co zamiast kolczatki?

Co więc robić, gdy nie potrafimy zapanować nad naszym psem, a każdy spacer to próba przetrwania i modlitwa o powrót do domu w jednym kawałku?

Poniżej kilka porad, które mogą pomóc w pracy nad spokojnymi spacerami:

  • Uczciwie przyjrzyj się jak wygląda dzień Twojego psa. Czy zapewniasz mu odpowiednią ilość spacerów i ruchu? Czy ma okazję wybiegać się z innymi czworonogami? Jak często poświęcasz czas tylko dla niego? Czy spuszczasz go ze smyczy, by miał możliwość pobiegać za piłką?
  • Stymulacja umysłowa to niezbędny element w życiu psa. Ile w ciągu dnia poświęcasz na szkolenie swojego pupila?
  • Dobrą alternatywą dla kolczatek są szelki easy walk. Znajdujące się z przodu zapięcie pozwala na zminimalizowanie ciągnięcia, obracając psa w bok przy każdej próbie szarpnięcia smyczą. Pamiętajmy, że nie zastąpi to pracy z psem i jest tylko pomocą, a nie złotym środkiem na nasze problemy.
  • Lepszym rozwiązaniem od kolczatki jest PRAWIDŁOWO używany halter. Zanim jednak zdecydujesz się na jego zakup, skontaktuj się z behawiorystą, który pokaże Ci jak stosować to narzędzie. Źle używany halter może wyrządzić psu krzywdę, a nawet doprowadzić do skręcenia karku.
  • Na spacer zawsze zabieraj ze sobą atrakcyjne nagrody: piszcząca piłka lub wyjątkowe smakołyki, których pies nie dostaje na co dzień.
  • Nie szarp się z psem, wzajemne przeciąganie się nie ma sensu. Jeśli nie możesz nad nim zapanować, zaprzyj się w miejscu i czekaj aż zrobi krok w Twoją stronę obficie go za to nagradzając.
  • Pamiętaj, że pies ciągnie, by dostać się do upragnionego przez siebie celu. Jeślu mu na to pozwolisz na jego zasadach, nauczy się, że ciągnięcie się opłaca.
  • Nie poddawaj się po pierwszych porażkach, większość osób, prowadzących psy na kolczatkach twierdzi, że inne metody nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

 

kolczatka+flexi

Przyznaj się sam przed sobą, jak długo próbowałeś osiągnąć cel?

W większości nieudanych prób to człowiek jest przyczyną niepowodzenia.

Przyjrzyj się uważnie swojemu zachowaniu, być może coś robiłeś źle.

Istnieje bardzo mało przypadków, w których psy są tak oporne, że należy poszukać „twardszych metod”.

Z pewnością nie są to labradory, które chętnie się uczą, a większość z nich ma niepohamowany apetyt.
Mimo wszystko, choć nie popieramy stosowania kolczatek, nie zamierzamy rozliczać Was z Waszych wyborów.

Mamy jednak nadzieję, że powyższy artykuł pozwoli Wam zastanowić się nad słusznością stosowania tego typu metody i zmusi do zastanowienia, czy to aby Wy, jako właściciele, w dużej mierze nie przyczyniacie się do problemu, jakim jest ciągnięcie na smyczy.

  • Fauka

    Nauczyłam Larego chodzić na smyczy za pomocą szelek. Kosztowało mnie to niestety sporo nerwów i pojawiła się ogromna frustracja. Gdybym dzisiaj wzięła labradora, pracowałabym z kolcami by szybciej osiągnąć efekt, i uniknąć frustracji która strasznie psuje relacje z psem.

    • Domi

      Bo frustracją nic się nie osiągnie. A efekty można osiągnąć szybciej nie tylko przy pomocy kolców. Ale fakt, najpierw trzeba być SPOKOJNYM i CIERPLIWYM. To podstawa do nauki czegokolwiek. 🙂

    • YC

      A używanie kolczatki nie psuje relacji z psem?

    • Paula

      Uczyłam Hippa chodzenia na względnie luźnej smyczy około roku, za szczeniaka zaniedbałam i potem było bardzo ciężko… Również kosztowało mnie to wiele nerwów i spacerów do dupy, ale nie odbijało się to na psie jakoś specjalnie. I po tym roku tyrania (najpierw na szelkach, potem na obroży) przy następnym psie (jeśli znów bym zaniedbała ten temat) również nie wybrałabym kolców. Prędzej zdecydowałabym się na OE niż kolce.

      • http://www.przezswiatzlabradorem.pl PrzezŚwiatzLabradorem

        Labradory to psy, które chętnie się uczą i trzeba to wykorzystywać. Niestety wielu ludzi nawet nie próbuje, tylko od razu zakłada kolce i głównie do nich skierowany jest ten post 🙂

  • en

    Masz labradora, psa, którego przy (zazwyczaj) mniejszym lub (rzadziej) większym wysiłku możesz nauczyć nawet klaskania uszami, jak to żartobliwie mawiają:) Wiem co mówię, znam pracę z tymi psami, wiem jakie mają tempo nauki i mam też porównanie z innymi psami. Nie można uogólniać, wiem, każdy pies jest inny, są i laby oporne na współpracę. Wszystko fajnie, jak swoją opinię budujesz tylko i wyłącznie na pracy z jednym psem, w dodatku labem – w Twoim przypadku nastawionym na pracę, który za smaki zrobi wszystko, jeszcze lepiej, gdy kształtujesz go od małego, masz wpływ na jakiego psa wyrośnie. Gorzej, jak pojawia się pies, który niekoniecznie chce z tobą pracować, w dodatku przeszedł swoje w życiu (nieciekawe warunki w poprzednim „domu”, tułaczka po ulicach, schronisko). Pies, który boi chodzić się w ruchu miejskim – mieszkasz w mieście! Na spacerze zachowuje się, jakby dopiero został wypuszczony po miesiącach z piwnicy lub innego ciemnego pomieszczenia. Pracujesz metodami pozytywnymi, innego wyjścia nie widzisz. Na spacerze zaczynasz w końcu istnieć dla psa, bo do tej pory tylko otoczenie się liczyło. Próbujesz wszystkich metod: od zatrzymywania się gdy ciągnie, poprzez zmiany kierunków, gdy pies przesadza z ciągnięciem, cofasz się, gdy ciągnie, po czym jak luzuje idziesz znów w wybranym kierunku i wszystkie możliwe inne opcje. Przed spacerem „męczysz” psa psychicznie i fizycznie. Praca na spacerze ze smakami (różnymi) i bez smaków, same pochwały. Nie obce są ci szelki, obroża normalna, obroża szersza, easywalki, kantar, szelki z zapięciem z przodu (inne niż easy walk). Mało tego! Ćwiczysz z nim rally-o i pies idealnie pracuje, chodzi przy nodze na kontakcie niczym w obi! Tak, chodzi przy nodze, na smyczy nie potrafi… Przez treserów nazwany wyjątkowym egzemplarzem 🙂 Dochodzisz do pewnego punktu, pies na znajomym terenie zachowuje się znośnie (nie, nie przestaje ciągnąć, robi to po prostu NIECO delikatniej, po czym gdy wchodzisz na teren inny (nie nowy! po prostu taki, gdzie rzadziej bywacie), sytuacja zaczyna się od nowa. Próbujesz na tym „nowym” terenie pracować, wracacie na „stary”, gdzie pies znów zachowuje się jak dzikus, łączysz dwa tereny – sytuacja się nie zmienia. Frustracja? Z frustracji dawno wyleczyłaś się, emanujesz spokojem, mimo, że efekty pracy marne. Praca nie trwa tydzień, tygodnie, miesiące, praca trwa nieustannie! Za nami serie szkoleń nie u treserów z firmy krzak, a u osób z wieloletnim doświadczeniem w pozytywnej pracy z psem. Dochodzisz do pewnego punktu..i stagnacja, żadnych postępów, pies nadal ciągnie. Kantar – pozytywny odpowiednik kolców, niby lepszy…ale niby. Pies nadal może niespodziewanie wyrwać i wyrywa – zazwyczaj na widok pijaczka/człowieka w kapturze, najgorzej jak z papierosem (widocznie złe skojarzenia z przeszłości). Próbujesz psa oswoić z takimi ludźmi, na ich widok próbujesz karmić smakami – nic z tego. Agresja (a może raczej lęk) osiąga taki stopień, że pies ma gdzieś twoje smaki. Skręcony kark, przegryziony język – tak, sytuacje ekstremalne, ale czy rzeczywiście chcesz prowadzić psa na czymś, co jest bliskie spowodowania tragedii? Aż w końcu przychodzi czas na kolce – jesteś wielką przeciwniczką tego od samego początku. Też wcześniej twierdzisz, że to tylko opcja dla leniwych, dla tych, co efekty chcą od razu, bez pracy z psem. (serio?). Aż w końcu zaczynasz czytać o kolcach, nie opinie ludzi-przeciwników, a obiektywne sądy. Konsultujesz to ze swoim szkoleniowcem, który uczy cię jak się tym posługiwać, w efekcie czego jesteś chyba jedyną osobą w okolicy, która używa kolców z głową, wie z czym to się je, a kolczatka nie dynda na szyi psa niczym kieta. Po „instruktażu” i pierwszych spacerach dochodzisz do wniosku, że nie taki diabeł straszny, jak go piszą. W końcu możesz iść na dłuższy spacer z psem bez obaw o glebę na lodzie, czy odciski na dłoniach, tudzież (o losie!) przegryziony język czy skręcony kark. Tak, kolczatka też może wyrządzić krzywdę, ale prawidłowo użyta już tak nie straszy. Nie ma złotego środka! Ani easy walki, ani kantar, czy kolce nie nauczą Twojego psa chodzenia na smyczy. Są to pół-środki, wstęp do pracy z psem. W moim przypadku to akurat dzięki kolcom mój pies otrzymuje sygnał, że robi coś nie tak. Czytelny dla niego sygnał, w przeciwieństwie do wszystkich poprzednich sygnałów na drodze naszej dłuuugiej nauki. Nie uważam, że jestem leniwa. Praca z psem to moja pasja. Nie zamierzam w nieskończoność prowadzić psa na kolcach, też teraz nie prowadzę go teraz na nich cały czas. Jak widzę, że idzie spokojnie, przepinam na obrożę i jeszcze hojniej nagradzam smakami i słowami. Jest różnica, proszę mi wierzyć i nie ma sensu zarzekać się, że kolce to najgorsze co może być, bo nie można uogólniać! To co zostało osiągnięte przez nas dotychczas to kumulacja pracy poprzedniej (i tego, co udało się przez ten czas wypracować) z kolcami. Każdy pies jest inny, a co za tym idzie, każda praca z psem różni się od innej..po prostu trzeba robić to z głową.

    • https://www.facebook.com/marta.nowak.33 Marta Nowak

      Świetna odpowiedź i piękna historia 🙂 Nie jestem zwolennikiem kolczatki ale też nie sprzeciwiam się jej. Trzeba to robić z wiedzą i głową 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Malwina

      Zgadzam się, mój lab też chodzi na kolczatce. Próbowałam innych metod-nic nie podziałało. Robię to z głową, i to wcale nie jest tak, że zakładam kolce i problem z głowy. Wręcz przeciwnie, bardzo dużo z nim pracuje. Kolczatka przy prawidłowej pracy NIGDY nie jest sprzętem na zawsze – bo pies po pewnym czasie włożonej w niego pracy przestaje ciągnąć 🙂

      • http://www.przezswiatzlabradorem.pl PrzezŚwiatzLabradorem

        A może to kwestia właśnie tej PRACY a nie samej kolczatki ? 🙂

  • http://www.beagleija.blog.pl Ola

    Ja też nie cierpię kolczatek… Mój Bob to może nie labrador, ale ciągnąć potrafi jak koń. Uczyliśmy się chodzić z szelkami bez ciągnięcia metodą „drzewkowania”, którą wyszukałam w internecie. Wiadomo, że cudów nie było od razu, ale stopniowo (konsekwencja i przysmaki) doszliśmy do naprawdę zadowalającego efektu. Niedawno przeszliśmy na obrożę, bo niestety Bob w sytuacjach lękowych (z których też próbujemy się leczyć) „nauczył się” wyślizgiwać w tył, więc dla bezpieczeństwa (ulica!) zrezygnowaliśmy z szelek. Ale nawet jak wybierałam obrożę, to patrzyłam, by była szeroka i „wygodna”, żeby się nie wrzynała, bo mnie boli sam widok tego. 🙂
    P.S. Czytamy Was chętnie i regularnie. Naprawdę świetny blog i baaardzo ładny nowy wygląd. Pozdrawiamy 🙂

  • warri

    En, pomimo ze tez jestem przeciwnikiem kolcow, to uwazam, ze Ty nie jestes leniwa i akurat Ty sprobowalas wszystkiego. Ale czesto sam widze jak nie tylko labradory ale kazdej innej rasy psy od malego chodza w kolczatce. Ba, ich niemal pierwsza obroza jest kolczatka. W Twoim przypadku nalezy tylko bic brawo i cieszyc sie, ze probowalas rowniez, a moze przede wszystkim metod pozytywnych. Ale smiem twierdzic ze jestes pozytywnym wyjatkiem. Wikszosc niestety idzie na latwizne. Pies ciagnie, „a ch*j, zaloze mu kolce” i do tego bede chodzil na flexi.

  • https://www.facebook.com/aleksandra.dobrowolska.50 Aleksandra Dobrowolska

    Witam,
    Moim skromnym zdaniem ten artykuł jest niekompletny, ponieważ od razu widać niechęć autora do kolczatki. Autor nie jest osobą obiektywną, wymienia jedynie wady i substytuty kolczatki. A gdzie zalety? przecież kolczatka ma też swoje zalety. Mimo jej licznych wad ma ona również swoje zalety. Jedynie kolczatka w rękach osoby niedoświadczonej może wyrządzić wielką krzywdę zwierzęciu, jednak osoba umiejąca się posłużyć kolczatką nie wyrządzi krzywdy, a z biegiem czasu nie będzie mu ona już potrzebna.

    • http://www.przezswiatzlabradorem.pl PrzezŚwiatzLabradorem

      Witam, dziękujemy za opinię. 🙂 Faktycznie skupiliśmy się na wadach kolczatki, ponieważ takie było założenie tego artykułu. Podkreślamy w nim, że powinna być ona stosowana jedynie przez osoby doświadczone i że nie jest do stosowania na co dzień, jednak mimo wszystko nie widzimy tu zalet, które byłyby warte wspomnienia. Oczywiście nie jesteśmy nieomylni, jeśli ma Pani jakieś sugestię prosimy o napisanie. 🙂

  • Pola

    Niestety wlasnie w przypadku labradora-zebradora nagrody w postaci smakolyczkow(nawet surwego suszonego mieska) na niewiele sie zdaja gdy wokol blokow jest mnostwo altan smietnikowych, a przy nich full wypas-jadlodajnia za darmo…z roznymi gatunkami plesni i innych mniej naturalnych dodatkow,po gotowane kosci…Psiak majac do wyboru smaczka od ukochanej wylizywanej co chwile panci i tak wybierze ta darmowa mega jadlodajnie spod smietnika.Laby sa zarte do granic mozliwosci,owszem sa wyjatki..ale wyjatki potwierdzaja regule.Niestety moj ananas potrafi wciagnac paczke karmy,wyrzygac ja i zjesc na nowo i tak wkolko…poprostu chce jesc i tyle.Nie jeste glodzony,ma swietna wage,ale dopiero kolczatka pomogla w ujarzmieniu go na spacerach.Niestety spotykam czesto nieprzyjazny wzrok obcych ludzi,ktorzy nie maja zielonego pojecia ile pracy i wysilku wkladalam w psiaka na szkoleniu grupowym,indywidualnym i prywatnym,ale komentuja ze na kolczatce taki slodziak.Taki slodziak wyrwal mi reke ze stawu,bo wyczul wspaniale kosi pod smietnikiem z odleglosci kilkudziesieciu metrow!A cierpliowsc jego?Jest idealna,moze siedziec w domu pilnujac kanapki,kawalka miesa itp nie lizac go nawet,do momentu az wroce…ale teren otwarty,teren inny niz mieszkanie to co innego.Ii nie pomagaly zadne metody,wlacznie z noszeniem smierdzacego zwacza na kazdy spacer.Moj osobnik woli ekscytujaca ucieczke z kazdej obrozy i szelek,swietnie opanowal sztuke wymykania sie gdy jest jakies zarcie!Tylko kolczatka nie pozwala na wywinicie sie tylem czy bokiem 🙂 A psak idzie obok i merda ogonem,nie chodzi ze spuszczonym ogonem i lbem…idzie i co chwila bodzie mniei zaczepia do zabawy nie obrazajac sie o kolczatke.Nosi tez normalna obroz,na ktora go przepinam gdy widze ze mocno zmeczony..ale zazwyczaj swietnie wie kiedy moze wtedy szarpac pancie aby zdobyc nowy kasek.W szkolce ma pierwsze miejsce w grzecznosci psa..i co z tego jak woli przygody..?Najgorsze jest wlasnie spotykanie ludzi,ktorych nie da sie przegadac…ktorzy zawsze twierdza,ze bez kolaczatki sie da…no niestety nie zawsze sie da….a moim zdaniem zdrowie czlowieka tez jest wazne,Nikomu nie zycze takich problemow przy „prowadzeniu psa”.Nigdy nie zranilam swojego pupila kolczatka,wbrew pozorow kolce sa tepe,nie ma porysowanej skory w miejscach,nie nosi jej non stop,a tylko na spacery w miescie.Wyjazdy na wies koncza sie na zjedzeniu kalu innych zwierzat i przymusowym regularnym odrobaczaniu w tego tytulu.

    • http://www.przezswiatzlabradorem.pl/ PrzezŚwiatzLabradorem

      Myślę, że przekonywanie kogoś „na siłę” też nie ma sensu. Każdy ma prawo do swojej opinii i decyzji o tym, czego będzie używał.
      Wymienione jednak przez Panią problemy są znane 99% właścicieli labradorów 🙂